Katastrofy, egzekucje, mutacje, śmiertelne wypadki, perwersje - forum bez tabu - HcFor
Zarejestruj się FAQ Lista użytkowników Kalendarz Szukaj Dzisiejsze posty Zaznacz Wszystkie Fora jako Przeczytane
Witamy na HCFOR.pl - Forum bez tabu!!!
Zapraszamy do rejestracji, która umożliwi korzystanie z wszystkich funkcji naszego forum.
Zapomniałem hasła


Bestiarium
Wróć   Katastrofy, egzekucje, mutacje, śmiertelne wypadki, perwersje - forum bez tabu - HcFor > Light Corner > Ciekawe Artykuły i Materiały Video

Odpowiedz
 
LinkBack Narzędzia wątku Przeszukaj ten temat Wygląd
  #1 (permalink)  
stare 10-01-2015, 16:43
Avatar kozakiewicz
Super Mod
 
Zarejestrowany: Jan 2009
Skąd: Babiląd
Reputacja: 12427
kozakiewicz has a reputation beyond reputekozakiewicz has a reputation beyond reputekozakiewicz has a reputation beyond reputekozakiewicz has a reputation beyond reputekozakiewicz has a reputation beyond reputekozakiewicz has a reputation beyond reputekozakiewicz has a reputation beyond reputekozakiewicz has a reputation beyond reputekozakiewicz has a reputation beyond reputekozakiewicz has a reputation beyond reputekozakiewicz has a reputation beyond repute
Postów: 1,120
kozakiewicz has a reputation beyond reputekozakiewicz has a reputation beyond reputekozakiewicz has a reputation beyond reputekozakiewicz has a reputation beyond reputekozakiewicz has a reputation beyond reputekozakiewicz has a reputation beyond reputekozakiewicz has a reputation beyond reputekozakiewicz has a reputation beyond reputekozakiewicz has a reputation beyond reputekozakiewicz has a reputation beyond reputekozakiewicz has a reputation beyond repute
Domyślnie Roy Benavidez - pierwowzór Rambo ?

Roy Benavidez



Kod:
http://en.wikipedia.org/wiki/Roy_Benavidez
Kod:
http://www.nytimes.com/1998/12/04/us/roy-p-benavidez-recipient-of-medal-of-honor-dies-at-63.html
Cytat:
Starszy sierżant sztabowy sił specjalnych Roy Benavidez był synem teksańskiego rolnika dzierżawcy. Za młodu osierocony, cichy i skromny, co wielu w klasie brało za oznakę opóźnienia i wyzywało go od "meksykańskich ćwoków", zakończył edukację w ósmej klasie podstawówki, by pracować przy zbiorze bawełny. Po ukończeniu dziewiętnastego roku życia wstąpił do wojska. W czasie pierwszej tury bojowej w Wietnamie w 1964 roku wszedł na minę przeciwpiechotną. Wojskowi lekarze orzekli, że będzie inwalidą do końca życia. Mylili się. Nie tylko wyzdrowiał, ale przeszedł morderczą selekcję do zielonych beretów i wrócił do Wietnamu. W czasie drugiej tury, rankiem 2 maja 1968 roku, wówczas plutonowy Benavidez monitorował łączność radiową między bazą sił specjalnych w Loc Ninh w Wietnamie Południowym a dwunastoosobowym patrolem rozpoznawczym. Trzej żołnierze sił specjalnych, jego przyjaciele i dziewięciu miejscowych górali z Centralnej Wyżyny wyruszyli na rozpoznanie terenu na zachód od Loc Ninh, tuż za przebiegającą w pobliżu granicą Kambodży. Żaden z pasażerów wiozących ich tego ranka śmigłowców lecących z donośnym klekotem tuż nad zielonym parasolem dżungli nie miał pojęcia, jak niebezpiecznego zajęcia się podjęli. Celem ich patrolu była kryjówka wroga, w której czaiły się potężne siły armii północnowietnamskiej ani myślące się stamtąd ruszyć. Po wylądowaniu dwunastu ludzi zostało niemal natychmiast zaatakowanych, a siły otaczającego ich przeciwnika wkrótce urosły do pełnego batalionu (...). Silny ogień z ziemi uniemożliwił ewakuację, załogi poniosły poważne straty w ludziach i śmigłowce musiały wracać do bazy.Gdy w bazie wylądował pierwszy śmigłowiec, Benavidez wskoczył do niego na miejsce rannego strzelca pokładowego, zgłaszając się na ochotnika do udziału w drugiej próbie ewakuacji odciętego patrolu. Kiedy przylecieli na miejsce, okazało się, że żaden z jego członków nie dotarł na wyznaczone miejsce ewakuacji. Czterech, w tym dowódca, już nie żyło, wszyscy pozostali byli ranni na tyle, że nie mogli się poruszać. Benavidez złapał nóż i apteczkę, przeżegnał się i wyskoczył ze śmigłowca wiszącego dziesięć stóp nad ziemią, po czym przebiegł siedemdziesiąt jardów, które dzieliły go od rannych towarzyszy broni. Zanim tam dobiegł, sam już został ranny w nogę, twarz i głowę. Mimo to podniósł się i pobiegł dalej, po drodze podnosząc karabin jednego z zabitych wrogów. Kiedy dotarł do kolegów, zaczął opatrywać ich rany, odciągać ich w mniej narażone na ostrzał miejsca, porozdzielał amunicję i przez radio kierował atakami powietrznymi na pozycje wroga. Po kilku nalotach ogień wroga ucichł na tyle, że można było znów spróbować ewakuacji śmigłowcami. Oznaczył miejsce lądowania kolorowym granatem dymnym i wciągnął na pokład czterech najciężej rannych. Śmigłowiec uniósł się metr nad ziemię i skierował do kolejnej pozycji, skąd miał zabrać resztę rannych, prowadzony przez trzymającego go za płozę Benavideza. Roy załadował wszystkich rannych i większość zabitych, brakowało tylko ciała dowódcy. Gdy pobiegł po nie - i po tajne dokumenty w jego mapniku - przeciwnik zaatakował ponownie i Benavidez został ponownie ranny, tym razem w brzuch, po czym odłamki granatu rozorały mu plecy. Mimo to zabrał ciało dowódcy i ruszył do śmigłowca. Niestety, w tym czasie także śmigłowiec znalazł się pod ogniem, który śmiertelnie zranił pilota. Pozbawiony kontroli śmigłowiec natychmiast utracił stabilność i przewrócił się na plecy, doszczętnie się rozbijając. Benavidez pomógł rannym opuścić płonący wrak, rozdał im broń, przydzielił stanowiska obronne i pokierował obroną. Znów poprowadził ataki uzbrojonych śmigłowców na pozycje przeciwnika na tyle skutecznie, by pokusić się o kolejną próbę ewakuacji. Ciężko ranny Roy Benavidez bez przerwy krążył między obrońcami, przynosił im wodę i amunicję, opatrywał, dodawał otuchy, by wytrwali. Kilka kolejnych postrzałów i ran odłamkami, które w tym czasie odniósł, nie były w stanie go powstrzymać. Benavidez walczył nadal. Przez sześć godzin.
Kiedy wylądował kolejny śmigłowiec, podprowadzał do niego rannych, pojedynczo lub parami. W czasie drugiej z tych wypraw z tyłu podbiegł do niego nieprzyjacielski żołnierz. Benavidez odwrócił się do przeciwnika wymach*jącego karabinem z bagnetem i stoczył z nim - gołymi rękami - zwycięską walkę, choć odniósł kolejną ranę. Mimo to doprowadził do śmigłowca resztę rannych i gdy byli już na pokładzie, samotnie powrócił po pozostawione na ich pozycji obronnej tajne dokumenty dowódcy, po drodze wdając się w walkę ogniową z przeciwnikiem. Odniósł kolejne dwie rany postrzałowe, zabił jeszcze dwóch Wietnamczyków, zanim wreszcie ostatkiem sił wdrapał się na pokład śmigłowca i padł na podłogę uznany przez sanitariusza za poległego. Wojskowi lekarze w Loc Ninh raz jeszcze nie docenili woli życia Benavideza. Gdy broczącego krwią, z wnętrznościami wypływającymi z rany brzucha, pakowano go do worka na ciało, zbyt słaby, by się ruszyć i mówić, Roy zrobił jedyne, co jeszcze zdołał - naplułw gębę zasuwającemu worek sanitariuszowi. Przewieziony samolotem na operację do Sajgonu jakimś cudem przeżył to wszystko i rozpoczął długi rok tułaczki po szpitalach, w czasie którego dochodził do siebie po siedmiu postrzałach, dwudziestu ośmiu ranach odłamkami i ranach kłutych od bagnetu na obu ramionach


(sadol)
Odpowiedź z Cytatem
  #1.5
Kontekstowy

Avatar Pani Kontekstowa
 
Avatar
Skąd: HCFOR
Wiek: 28
Postów: 760
Roy Benavidez - pierwowzór Rambo ?

loading...
 
  #2 (permalink)  
stare 14-03-2015, 23:25
Czytelnik
 
Zarejestrowany: Jun 2009
Reputacja: 10
Laren is on a distinguished road
Postów: 39
Laren is on a distinguished road
Domyślnie

Rzeźnik... Zrobił sobie survival... Z Wietnamczyków
Odpowiedź z Cytatem
Odpowiedz


Użytkownicy aktualnie czytający ten temat: 1 (0 użytkownik(ów) i 1 gości)
 
Narzędzia wątku Przeszukaj ten temat
Przeszukaj ten temat:

Zaawansowane Wyszukiwanie
Wygląd

Zasady Postowania
Nie możesz zakładać nowych tematów
Nie możesz pisać wiadomości
Nie możesz dodawać załączników
Nie możesz edytować swoich postów

BB Code jest włączony
Emotikonywłączony
[IMG] kod jest włączony
HTML kod jest włączony
Trackbacks are włączony
Pingbacks are włączony
Refbacks are włączony

Skocz do Forum


Bestiarium