Katastrofy, egzekucje, mutacje, śmiertelne wypadki, perwersje - forum bez tabu - HcFor
Zarejestruj się FAQ Lista użytkowników Kalendarz Szukaj Dzisiejsze posty Zaznacz Wszystkie Fora jako Przeczytane
Witamy na HCFOR.pl - Forum bez tabu!!!
Zapraszamy do rejestracji, która umożliwi korzystanie z wszystkich funkcji naszego forum.
Zapomniałem hasła


Bestiarium
Wróć   Katastrofy, egzekucje, mutacje, śmiertelne wypadki, perwersje - forum bez tabu - HcFor > Czarny Humor > Śmieszne Texty

Odpowiedz
 
LinkBack Narzędzia wątku Przeszukaj ten temat Wygląd
  #1 (permalink)  
stare 31-01-2010, 02:05
Avatar mamba
Stały Czytelnik
 
Zarejestrowany: Apr 2009
Skąd: Lublin/UK
Reputacja: 490
mamba is a glorious beacon of lightmamba is a glorious beacon of lightmamba is a glorious beacon of lightmamba is a glorious beacon of lightmamba is a glorious beacon of light
Postów: 160
mamba is a glorious beacon of lightmamba is a glorious beacon of lightmamba is a glorious beacon of lightmamba is a glorious beacon of lightmamba is a glorious beacon of light
Wyślij wiadomość poprzez Skype™ do mamba
Wink historia niecalkiem prawdziwa...

Posiadam. Wróć. Moja żona posiada kota, rasy kotka, rasy czarnej, rasy ze
schroniska, rasy małe kocię. Guzik by mnie to obchodziło gdyby nie fakt, że
jest małe, że chodzi to to bez przerwy za mną i trzeszczy - a to na ręce, a
to żreć, a to trzeszczy dla samego trzeszczenia, zupełnie jak jej pani.
Generalnie pogłaskać mogę, kopnąć jakąś rzecz, która leży na ziemi żeby kot
za nią biegał też, niech chowa się zdrowo do czasu, aż raz zapomnę zamknąć
terrarium i zajmie się nim mój wąż, reszta to nie mój problem. Ale do czasu.
Staje się to moim problemem gdy moja współmałżonka udaje się w celach
służbowych gdzieś tam na ileś tam. I spada na mnie karmienie, wyprowadzanie
i sprzątanie po tym całym tałatajstwie. Jako że to zawsze lekko olewam i
robię wszystko w ostatni dzień przed powrotem małżonki nie nastręcza mi to
wiele problemów.

Kot jest od niedawna i od niedawna jest nowy zwyczaj - niezamykania
łazienki, gdyż w niej znajduje się urządzenie zwane potocznie kuwetą, do
którego kot robi to samo co ja w toalecie, czyli wchodzi i może spokojnie
pomyśleć. Mnie jednak uczono całe życie zamykać te cholerne drzwi do
łazienki za sobą, więc stale żona mi trzeszczała, że kot tam nie może wejść
i "myśleć". Ja jestem stary i się nie nauczę, poza tym mieszkam tu dłużej
niż ten kot, sam dom stawiałem, moje drzwi, mój kibel, wypierdalać więc. I
postawiłem na swoim. Od jakiegoś czasu kot chodzi do toalety razem ze mną.
Jak nie ma małżonki to musi zazwyczaj czyhać na mnie albo miauczeć coby
przypomnieć, że trzeba mu łazienkę otworzyć, bo jak jest żona to ona ma już
w biosie zaprogramowane - ja wychodzę i zamykam, ona idzie i otwiera, żeby
kot mógł wejść - taka technologia po prostu. Czasem kot skacze na klamkę,
ale ma jeszcze zbyt małą wyporność i zwisa na niej bezradnie. Jednak jak
moja żona będzie nadal go tak karmić- to w szybkim tempie będzie za każdym
razem klamkę upierdalał - a wtedy wiadomo
- wąż.

Dobrze więc, uporządkuję: żona - delegacja, ja - praca. Wracam, wchodzę do
domu, kot przy drzwiach do łazienki skwierczy, bo jak wychodziłem to
zamknąłem za sobą. Ok, kotku mnie się też chce. Idziemy razem - ja toaletka,
okienko uchylam, papierosik (bo żona będzie za trzy dni
- więc spokojnie wywietrzę) kotek swoje, ja przez okienko spoglądam, jest
cudnie. Kotek wskakuje na kaloryfer, na parapecik i patrzymy razem przez
okno. No cudnie. Kot skończył dawno, ja teraz, pet do muszli, spuszczam
wodę, a ten mały skurwiel jak nie śmignie i sru za tym petem z tego parapetu
i do kibla. Zakręciło nim dwa razy i kota nie ma. Nawet nie zdążył miauknąć.
No ja cenzura. Nie ni cenzura to niemożliwe jest. Przecież nawet taki mały
kot jest k...a za duży, żeby przejść tym syfonem. Ale słyszę tylko pizdut -
oż k...a, no to nie mogło mi się zdawać
- coś ciężkiego poszło w pion. K...a, wszyscy święci w trójcy jedyny Boże,
ukazali mi się przed oczami. Kot k...a popłynął wprost w odmęty prawego
dopływu królowej polskich rzek.

Lecę k...a na dół do piwnicy, choć może powinienem od razu do schroniska,
zanim wróci moja żona - nie ma wafla, znajdę jakiegoś małego czarnego
skurwiela z białą krawatką, nie było jej kilka dni, może się nie połapie.
Ale c..j, najpierw do piwnicy - zbiegam po schodach, słucham - coś drapie w
rurze, pion, kawałek płaskiej rury - miauczy - jest, k...a, żyje i nie
poleciał do sieci miejskiej. Nawet jak teraz zdechnie to c..j, przynajmniej
będę miał jego truchło i powiem, że kojfnął z przyczyn naturalnych albo
tylko lekko nienaturalnych, bo przecież mi baba nie uwierzy za c...a trefla,
że kot sam wpadł do kibla.
Ale na razie drapie i żyje.

Znalazłem taki wziernik, gdzie można zaglądnąć do tej rury i wołam. Kici,
kici! Ni c...a, nie przyjdzie, wołam, wołam, a ten k...a głąb zamiast
przyjść do mnie to k...a chce iść tam skąd przyszedł, czyli do góry w pion.
Ja go wołam, a on do góry drapie. I udrapie, udrapie kilkanaście centymetrów
i zjazd w dół. No p......o i mnie, że tu stoję i jego (kota) Tak przez pół
godziny. Prosiłem, wołałem, błagałem, groziłem, wabiłem żarciem i ni c...a,
uparł się i nic tylko rurą do góry z powrotem do kibla. Za daleko, żeby
włożyć rękę, grabie czy cokolwiek. Jedyna metoda - fight fire with fire -
ogień zwalczaj ogniem.

Zatkałem tę rurę przy wzierniku deszczułkami, których używam na podpałkę do
kominka, żeby kot nie popłynął już nigdzie dalej i z buta na górę do kibla
- geberit i woda w dół - bombs gone. I bieg do piwnicy.
Po drodze słyszę jak się przewala po rurach - podziałało. Wbiegam do piwnicy
i k...a koniec świata. Nie ma moich deszczułek - no może z jedna, cała
prowizoryczna tama poszła w c..j i kota też nie słychać już. Ja p......ę.
K...a, gdzie ta rura teraz idzie - coś mi świtnęło, że kanalizacja w ulicy,
dom od ulicy ze 30 metrów
- może nie wszystko stracone i gdzieś się zwierzak zatrzymał po drodze.

Biegnę na ulicę, jest studzienka - mam nadzieję, że to od mojego domu.
Ni cholery jej nie podniosę. Ciężka jak szlag i nie ma za co chwycić. Powrót
do domu i pogrzebacz od kominka, tym może uda się to podważyć. Ni cholery
- najpierw ugiąłem, potem złamałem żelastwo. Myśl! Auto stoi na ulicy - mam
pas do holowania, może uda się to szarpnąć. Hak, pas, wsteczny - poszło, aż
zakurzyło. Po jaką cholerę takie te wieka robią ciężkie. Smród jak cholera,
ale złażę tam - ciemno jak w dupie, rura jest, wygląda, że idzie od mojego
domu. Latarka. K...a, mam w aucie, c.....a, ale może starczy. Włażę po raz
drugi- smród mnie już nie zabije - przywykłem po chwili. Zaglądam i jest,
oczyska mu się tylko świecą. I znów ta sama bajka. Kici, kici, kici, a ten
mały skurczybyk spierdziela w drugą stronę. No ja p......ę. Szlag mnie
trafi. Długo tu nie wysiedzę, jest zimno, śmierdzi, a na dodatek ktoś mi
zwali tę pokrywę na łeb i moje problemy się skończą jak nic. Nie chcesz po
dobroci, to będzie po złości.

Do domu, po brezent. Wyłożyłem dno studzienki, tak by mi nie wpadł głębiej.
Zużyłem wszystkie taśmy samoprzylepne, plastry, żeby nie wpadł do głównej
nitki kanalizacyjnej. Zaglądam co chwilę do rury, ale słyszę tylko
miauczenie i nic nie widzę. Poszedł gdzieś w p...u. Jeszcze tylko trójkąt,
żeby nikt się w tę otwartą studzienkę nie w........ł, bo na ulicy ciemno.
Sąsiad, k...a, ciekawski, widziałem żłoba jak patrzył przez okno, jak
próbowałem pogrzebaczem podnieść wieko. Nie przyszedł pomóc, a teraz c..j
złamany stoi i się dopytuje. Co mam mu k...a powiedzieć? Że przepycham kotem
kanalizację? Idźżesz w c..j, pacanie.
Powiedziałem mu w końcu, żeby poszedł
do domu i pozatykał sobie też wszystkie
otwory, bo na początku osiedla była awaria i wszystkie ścieki się wracają i
wybijają w domach - a ten baran się przestraszył, poleciał i przed swoim
domem siłuje się z pokrywą. Niech ma za swoje.

Wracając do kota - bo menda tam siedzi i nie chce wyjść. Mam wszystko gotowe,
więc do domu, jedna wanna, druga wanna, koreczek i napuszczam wodę.
Papierosik i czekam pod studzienką, bo nuż mu się zmieni i wyjdzie
dobrowolnie. K...a, drugi sąsiad przyszedł
- po pięciu minutach następny odmyka
wieko, teoria samospełniającej się przepowiedni działa - k...a, ludzie to są
barany. Idę do domu, obie wanny pełne, ognia - spuszczam wodę z wanien i
dokładam dwa spusty z dwóch spłuczek z domu. Nie ma c...a, to go musi
wygonić albo utopić.

Lecę na ulicę, woda wali na brezent aż huczy, a tego skurwiela dalej nie
wylało z kąpielą. K...a mać, urwało się wszystko w p...u i popłynęło, bo
ileż to utrzyma tej wody. Brezent, taśmy, plastry, sznurki - w c..j - jak
się to gdzieś przytka, to będę miał przejebane. Znowu do domu po drugi
pogrzebacz, bo trzeba zamknąć ten cenzura dekiel. Wchodzę - a ten
skurwiel kot tarza się w sypialni po łóżku. No ja p......ę! Jak on k...a
wyszedł, którędy? Ano k...a wziernikiem w piwnicy - zostawiłem otwarty. Ja
k...a stoję i marznę a ten gnój tarza się w mojej pościeli. Z....ę.
Przerobię na pasztet. I jeszcze z radości włazi na mnie. K...a mać.
Przynajmniej kuleje.

Straty: z.....e łazienki, w obu przelała się woda z wanien, z....a
piwnica, bo zostawiłem otwarty wziernik i duża część wody poleciała na
piwnicę. Pościel w sypialni do w.......a, brezent z reklamą firmy - poszedł
w c..j, latarka - w c..j, pogrzebacz w c..j. Afera na ulicy jak c..j.



Znalezione w mailu od mamy
__________________
Giń poczwaro
Odpowiedź z Cytatem
  #1.5
Kontekstowy

Avatar Pani Kontekstowa
 
Avatar
Skąd: HCFOR
Wiek: 28
Postów: 760
historia niecalkiem prawdziwa...

loading...
 
  #2 (permalink)  
stare 08-02-2010, 15:54
Podglądacz
 
Zarejestrowany: Apr 2009
Reputacja: 131
MAJOR762 will become famous soon enoughMAJOR762 will become famous soon enough
Postów: 20
MAJOR762 will become famous soon enoughMAJOR762 will become famous soon enough
Domyślnie

Tekst zabija :D Nie wiem kto to napisał ale jest genialne, jeśli to jest na faktach to nie mam pytań :D
Odpowiedź z Cytatem
  #3 (permalink)  
stare 09-02-2010, 00:41
Czytelnik powracający
 
Zarejestrowany: Oct 2008
Reputacja: 5
lewar is an unknown quantity at this point
Postów: 82
lewar is an unknown quantity at this point
Domyślnie

Czy prawda czy fałsz, jedno jest pewne - pisał to facet :P
Odpowiedź z Cytatem
  #4 (permalink)  
stare 09-02-2010, 01:18
Avatar immortality
Senior Member
 
Zarejestrowany: Jun 2009
Skąd: Jelenia Góra
Reputacja: 1865
immortality has a brilliant futureimmortality has a brilliant futureimmortality has a brilliant futureimmortality has a brilliant futureimmortality has a brilliant futureimmortality has a brilliant futureimmortality has a brilliant futureimmortality has a brilliant futureimmortality has a brilliant futureimmortality has a brilliant futureimmortality has a brilliant future
Postów: 682
immortality has a brilliant futureimmortality has a brilliant futureimmortality has a brilliant futureimmortality has a brilliant futureimmortality has a brilliant futureimmortality has a brilliant futureimmortality has a brilliant futureimmortality has a brilliant futureimmortality has a brilliant futureimmortality has a brilliant futureimmortality has a brilliant future
Domyślnie

Ej to jest po prostu świetne, dawno nie czytałem tak dobrego tekstu. Uśmialem się po same pachy, szczególnie jak opisał wpadanie tego kota. Boskie!!! :D Wiecej takich
__________________
Odpowiedź z Cytatem
  #5 (permalink)  
stare 09-02-2010, 13:03
CTX0
Guest
 
Postów: n/a
Domyślnie

A najgorsze w tym wszystkim, że nie mógł je****mu futrzakowi wpierniczyć
Odpowiedź z Cytatem
  #6 (permalink)  
stare 24-02-2010, 21:50
Podglądacz
 
Zarejestrowany: Sep 2009
Reputacja: 10
Ludi is on a distinguished road
Postów: 2
Ludi is on a distinguished road
Domyślnie

Genialne, bezbłędne, popłakałem się ze śmiechu że pół bloku obudziłem :D
Odpowiedź z Cytatem
  #7 (permalink)  
stare 11-10-2010, 16:24
Avatar Eleyino
Podglądacz
 
Zarejestrowany: Oct 2010
Skąd: Kalisz
Reputacja: 10
Eleyino is on a distinguished road
Postów: 25
Eleyino is on a distinguished road
Domyślnie

Heheh, mojemu staremu kumplowi się to przydarzyło i wrzucił to na neta jakiś czas temu (trochę minęło) jak widzę historia ta stała się popularna ;D A jeśli ktoś ma wątpliwości czy to prawda to mogę potwierdzić.
Odpowiedź z Cytatem
Odpowiedz

Tagi
była, dupie, dzień, facet, jak, jedno, jego, jest, jestem, koniec świata, musi, najgorsze, prawda, problem, przed, przez, razie, sobie, swoim, taki, teoria, toalecie, wszystkim, wąż, zawsze


Użytkownicy aktualnie czytający ten temat: 1 (0 użytkownik(ów) i 1 gości)
 
Narzędzia wątku Przeszukaj ten temat
Przeszukaj ten temat:

Zaawansowane Wyszukiwanie
Wygląd

Zasady Postowania
Nie możesz zakładać nowych tematów
Nie możesz pisać wiadomości
Nie możesz dodawać załączników
Nie możesz edytować swoich postów

BB Code jest włączony
Emotikonywłączony
[IMG] kod jest włączony
HTML kod jest włączony
Trackbacks are włączony
Pingbacks are włączony
Refbacks are włączony

Skocz do Forum


Bestiarium