Katastrofy, egzekucje, mutacje, śmiertelne wypadki, perwersje - forum bez tabu - HcFor
Zarejestruj się FAQ Lista użytkowników Kalendarz Szukaj Dzisiejsze posty Zaznacz Wszystkie Fora jako Przeczytane
Witamy na HCFOR.pl - Forum bez tabu!!!
Zapraszamy do rejestracji, która umożliwi korzystanie z wszystkich funkcji naszego forum.
Zapomniałem hasła


Bestiarium
Wróć   Katastrofy, egzekucje, mutacje, śmiertelne wypadki, perwersje - forum bez tabu - HcFor > Czarny Humor > Śmieszne Texty

Odpowiedz
 
LinkBack Narzędzia wątku Przeszukaj ten temat Wygląd
  #1 (permalink)  
stare 27-02-2011, 20:06
Avatar apatryda
Podglądacz
 
Zarejestrowany: Nov 2009
Reputacja: 10
apatryda is on a distinguished road
Postów: 4
apatryda is on a distinguished road
Domyślnie Co by było, gdyby w USA prezydentem została kobieta

Proszę to traktować z wielkim przymrużeniem oka

I
Biały człowiek wyszedł z muszli klozetowej. Czarny człowiek – kobieta imieniem Robin – omal nie zemdlał ze strachu.

- Co pan robi w mojej łazience?
- Chciałem się przekonać, czy to prawda, że czarna kobieta została prezydentem.
- Tak, zostałam prezydentem. Może pan zatem opuścić już moją łazienkę?
- Chciałbym, ale nie mogę się przecisnąć przez kibelek.
- Jakoś udało się panu tu wejść, w drugą stronę nie powinno być problemów.
- Są.
- Co robić?
- Niech pani prezydent spuści wodę, to może polecę w otchłań niebytu.

Czarna kobieta dokonała operacji spuszczenia wody w muszli klozetowej i obserwowała, jak
dziwaczny, biały człowiek o łysej głowie znikał gdzieś w głębinach oceanu.

– Niebywała historia. Ale muszę o tym zapomnieć, mam ważniejsze sprawy.

Pani prezydent wyszła na korytarz. Z oddali słyszała „Givin' the dog a bone”. To nadchodził jej mąż – Rebecca – w brudnej koszuli i poszarpanych jeansach.

- Siema, maj lejdi!
- Jak ty wyglądasz?!
- O co kaman?
- Jestem teraz prezydentem, więc ty jako mój mąż powinieneś wyglądać schludnie.
- Oh man! Z Bronksa się nie wyrasta.
- Za kogo ja wyszłam?
- Za mnie! Let me put my love into you babe!
- Zboczeniec!
- Odezwała się cnotka.
- Zamknij się, bydlaku, bo będzie rozwód!
- Już się boję, madafaka.
- Dokąd poszło Pepsi?
- Nie wiem, zapytaj lokaja.
- Lokaj!

Nadszedł starszy, biały mężczyzna. Krok jego był wolny i pełen gracji.

– Słucham panią.
– Dokąd poszło Pepsi?
– Hmmm, wydaje mi się, że jedno państwa dziecko poszło na uniwersytet, a drugie w
trampkach.
– Mamy tylko jedno dziecko!
– No to jedno z nich poszło w trampkach, drugie na uniwersytet.
– Ale gdzie jest Pepsi?
– Pepsi... Pepsi? Może jest w trampkach... Albo na uniwersytecie.
– Pewnie to w trampkach to nasze, bo Pepsi jest za młode, żeby iść na uniwersytet.
– Obawiam się, że...
– Dobra już, milcz!

II

Dwaj czarni mężczyźni siedzieli na schodach rozpadającej się kamienicy, gdzieś na Bronksie.

– A więc wyrażasz pragnienie spotkania się z Rebeccą?
– Tak. Rebecca zna to środowisko. On się tu wychował, wie, co i jak. To jedyna osoba, która jest w stanie nam pomóc.
– To znaczy tobie i twoim kumplom?
– No.
– Zobaczę, co da się zrobić. Ale nic nie obiecuję. Trzeba iść. Zimno już.
– Jesień w końcu. Ale to będzie najchłodniejsza jesień, jaką...
– Nie produkuj się.
– Rebecca to teraz bardzo wpływowa istota, od kiedy jego żona została prezydentem.
– Idę już. Żegnam.
– Ech...

Jeden z nich, imieniem Butch, odszedł. Drugi, Kyle, został na schodach. Spuścił głowę i wydawał się rozmyślać. W końcu wyjął z kieszeni małą torebeczkę z białym proszkiem i wysypał go sobie na oko, po czym padł na plecy i rozłożył ręce jakby przybito go do krzyża.

III

Pani prezydent jechała na tylnym siedzeniu swojej limuzyny, pędzącej przez Manhattan. Za
kierownicą siedział Butch, w czerwonym uniformie i śmiesznej czapeczce z krótkim daszkiem.
Robin rozmawiała przez telefon.

– Owszem. Tak, tak. Bardzo się cieszę. Dobrze, jutro przybędę osobiście to sprawdzić.

Skończyła konwersację, ale była tak podekscytowana, że musiała z kimś się podzielić nowinkami.
Butch wydawał się odpowiednią, i w dodatku jedyną, osobą.

– CIA wymyśliła nowe narzędzie tortur. Teraz te arabskie psy będą cierpieć okrutne katusze!
– A co to dokładnie jest?
– Jutro pojedziemy obejrzeć prototyp. Nie mogę się już doczekać. To trumna z pasami w środku, które będą krępowały terrorystę. Będą tam też dwa otwory – jednym będzie wtłaczany tlen, przez drugi podłączymy kroplówkę do tego psa w środku, żeby nie zdechł z głodu. I tak spędzi resztę swojego życia. Hi, hi! Sprytne!
– A co z gównem?
– Słucham?
– I ze szczynami?
– Co?!
– No jak będzie srał i szczał, to w końcu padnie od smrodu, albo dupa mu się zapali.
– Phi, no i dobrze.
– Ale rozumiem, że on ma tam żyć do starości, więc ta tortura osłabnie, jeśli umrze od swoich wydalin.
– To w CIA muszą jeszcze nad tym popracować. Na razie mają pierwszy prototyp.

Butch stwierdził, że to idealny moment na rozprawę o Kyle'u i Rebecce.

- Pewien z naszych wspólnych znajomych, mój i pani męża, chciałby się spotkać z nim.
- Kto?
- Nie mogę powiedzieć.
- Kto to?
- Bo jak powiem, to pani nie da pozwolenia Rebecce na spotkanie.
- KTO?!!!
- Kyle.
- Ten ćpun? Nie ma mowy! Rebecca obraca się teraz w doborowych kręgach, nie może mieć do czynienia z tymi podludźmi z Bronksa. A tak w ogóle... Ty też się zadajesz z tymi... ćpunami?
- Próbuję ich omijać, ale nie zawsze się da.
- Mimo to rozmawiałeś z tym brudasem.
- Chwilę.
- Nie chcę, żeby moim kierowcą był ktoś taki jak ty. Możesz czuć się zwolniony.

Butch zatrzymał się przy chodniku.

– Skoro jestem zwolniony, to pani wysiada. Już nie jest mi potrzebny pani tyłek.
Robin opuściła limuzynę, która odjechała z piskiem opon. Prezydent wzięła taksówkę.

IV

Do Białego Domu zapukał Butch. Drzwi otworzył lokaj.

– Chcę porozmawiać z Rebeccą.
– O ile mi wiadomo, ty już tutaj nie pracujesz. Mam zakaz wpuszczania obcych elementów na teren posiadłości. Wynocha!
– Ale to bardzo ważne! Ja i mąż pani prezydent znamy się od dawna.
– Przykro mi. Najpierw należy złożyć pisemny wniosek do pani prezydent z prośbą o
spotkanie z jej mężem, a następnie czekać na odpowiedź, zazwyczaj negatywną. Panu
Rebecce bowiem zostało zabronione spotykanie się z kimkolwiek oraz opuszczanie
posiadłości.
– Was wszystkich...
– Won!
– Ale to sprawa państwowa!

Były kierowca popchnął lokaja i wbiegł do środka. Starszy mężczyzna upadł na podłogę i zaczął
nucić „Marysliankę”.

V

Rebecca siedział przed telewizorem w małym pomieszczeniu, które Robin pozwoliła mu samemu
urządzić. Oglądał NASCAR, jedząc pizzę i pijąc piwo. Nagle do pokoju wparował Butch, dysząc
jakby goniła go cała murzyńska wioska chcąca go zgwałcić.

– O, Butch! Siadaj, częstuj się, zaraz rozpoczną dwutysięczne, milenijne okrążenie.
– Nie, dzięki! Ja tylko na chwilę. Kyle chce się z tobą pilnie skontaktować.
– To niemożliwe. Nie wolno mi się stąd ruszać od kiedy zgubiło się nasze dziecko, Pepsi. Robin boi się stracić kolejną ukochaną osobę. Mi to na rękę, bo nie muszę przynajmniej trawnika kosić i strzyc żywopłotu.
– Ale mu tak na tym zależy. Wiesz, on teraz jest w ciężkiej sytuacji. Nie ma kasy, zapasy heroiny się skończyły. Man! Człowiek tak dłużej nie wytrzyma!
– Ale co ja mogę zrobić?
– Teraz jesteś wpływową osobą! Chłopaki z Bronksa chwalą się, że jesteś ich kumplem, że dorastaliście razem!
– Ale ja nie mogę wyjść z tej rudery!
– Zrób coś!

Do pokoju wpadł lokaj ze śrutówką, strzelając na oślep. Rozwalił telewizor i odstrzelił rękę Butchowi.

– Won! Pod nieobecność pani prezydent ja tutaj rządzę. Powiedziałem „won”, gnidonie!!!

Afroamerykanin trzymając się za krwawiący kikut wybiegł z budynku znacznie szybciej niż się do
niego dostał. Rebecca nadal wpatrywał się w odbiornik TV popijając piwo.

- Lokaj, piwko się skończyło. Przynieś nową zgrzewkę!
- A jakiej marki ma być trunek?
- Kurwa! A jakie piję?
- Bud Light.
- Więc poproszę to samo. Dotarło, białasie?
- Yes, sir!

VI

Robin stała nad czarną trumną pogrążona w myślach, ale bardzo dumna i zadowolona z tego
osiągnięcia CIA. Obok niej, podekscytowany, prezentował obiekt wysoki biały mężczyzna,
imieniem James.

– Tak, wszystko bardzo fajnie, ale ta trumna ma pewną wadę. - rzekła Robin.

Spojrzeli na siebie, a w ich oczach strzelały błyskawice.

– Rozumiem, że chodzi o oddzielenie kału i moczu od elementu terrorystycznego
przebywającego wewnątrz?
– Tak. Właśnie nad tym się zastanawiałam.
– Jeszcze dziś wydam stosowne rozkazy projektantom.

Rozumieli się bez słów. Będzie im się razem świetnie pracowało.

– A teraz zapraszam pana do mojego nowego domu. Chciałbym omówić kilka ważnych
niuansów strategicznych... Między innymi...
– Nie mogę się doczekać.

VII

Lokaj patrzył wyłupiastymi ślipiami na Rebeccę, wciąż gapiącego się w zepsuty telewizor.
Afroamerykanin, chociaż nie sprawiał wrażenia inteligentnego, wpadł na pewien pomysł.

– Siądź, białasie, obok. Poczęstuj się piwkiem i pizzą.

Mężczyzna niepewnie posadził swój odbyt na wolnym fotelu i chwycił delikatnie puszkę z
alkoholem.

– Opowiedz trochę o sobie. Jak się nazywasz, czy masz jakąś rodzinę, skąd jesteś i co robiłeś, zanim zostałeś idiotą. Eee... To znaczy, zanim podjąłeś pracę w Białej Ruderze.
– Och, dużo by mówić.
– Więc nie marnuj naszego cennego czasu, tylko przechodź do konkretów. I pijże to piwo!
– Ok. A więc, nazywam się Joshua, pochodzę z rodziny żydowskiej. Mam siedemdziesiąt trzy
lata, moja żona zmarła dwanaście lat temu na raka prostaty.
– To przykre.
– Tak. Bardzo mnie to przybiło, ale moja córka, Rachela, oto jej zdjęcie...
– Brzydka.
– ... ona mi pomogła otrząsnąć się z tej tragedii. Odkąd sięgam pamięcią fascynowała mnie praca służącego, co w mojej rodzinie nie było przychylnie przyjęte. Zazwyczaj jest tak, że to Żydom służą, a tu proszę. Ale po prostu bycie lokajem to powołanie... I ja właśnie czułem, że jestem do tego stworzony.
– Pij to piwsko!

Po jednym piwie Joshua miał już problemy z poprawnym wysławianiem się. Po następnej puszcze
zanurzył się w fotelu, rozkładając ręce i zasypiając. Ślina ciekła mu z ust.
Rebecca dobrze wiedział, co robi. Wyszedł szybko z Białego Domu i czym prędzej złapał taksówkę.

– Na Bronksa!
– To w Nowym Jorku. A my jesteśmy w Waszyngtonie.
– No to co?

Taksówkarz rzucił niemiłe spojrzenie na Afroamerykanina.

- To będzie dużo kosztować. Nie wiem, czy cię na to stać.
- Stać, jestem mężem pani prezydent!
- A ja jestem Colin Farrell.
- Miło mi.

VIII

Robin i James dotarli do siedziby prezydenta USA rządowym helikopterem. Kobieta była
niesamowicie zafascynowana agentem CIA. Był taki elokwentny, inteligentny, schludny, szczupły i
wysportowany. Całkowite przeciwieństwo jej męża! Weszli do budynku. Robin zdziwiła się
brakiem lokaja, który powinien ich przywitać. Pobiegła do pokoju Rebecci. Zamiast niego zastała
schlanego służącego.

- Co to ma znaczyć?!
- Bzzzi, rz, ę, eeee, ghhhh, ą?!
- Gdzie mój mężczyzna?!
- Bsssiiii, ucik... bucik, cccc, cycusze... Nie, nie, nie ma go tu...

Zdenerwowana tym, że jej pracownik pije na służbie i nie potrafił upilnować Rebecci, Robin cisnęła
w lokaja kawałkiem pizzy.

– Już wiem, na kim przetestujemy trumnę!
– Ależ pani prezydent, to narzędzie tortur przeznaczone jest dla arabskich terrorystów, a z
tego, co wiem, Joshua jest Żydem. To się gryzie!
– No to odciąć mu głowę!*

* Porównaj z „Alice's Adventures in Wonderland”.

IX

Rebecca wybiegł z taksówki wprost do leżącego krzyżem na schodach kolegi.

– Kyle, Kyle! Wszystko w porządku?!
– Ja... ja umieram, Reba...
– Wszystko będzie dobrze, zaraz dam ci trochę heroiny.

Posypał mu głowę białym proszkiem i przytulił serdecznie do piersi. Po kilku minutach chłopak
doszedł do siebie. Teraz razem ćpali na schodkach rozpadającej się kamienicy. Minęło dobrych parę
godzin, mężczyźni dawno się nie widzieli, mieli sobie dużo do opowiedzenia.

– Zawsze wiedziałem, że mogę na ciebie liczyć, Reba. Chodź pójdziemy do mnie.

Weszli do budynku. Przemaszerowali przez brudny korytarz, pełen szczurów i zarzyganych,
naćpanych lub pijanych Afroamerykanów.
Będąc już w mieszkaniu Kyle przygotował zupę z proszku. Obaj byli teraz pod silnym wpływem
narkotyków.

- Popatrz, Kyle! Jakie cudo! W takiej małej torebce proszek. Jak zalewasz wodą – zupa!
- No, fajne, nie?
- Ale zobacz! A jeśli można tak inne rzeczy zminiaturyzować?
- To znaczy, co masz na myśli?
- Na przykład żołnierzy! Można by ich tak przetransportowywać w torebkach, a jak się doda wrzątku, to rósłby marine! To by zmniejszyło koszty transportu! Jednym helikopterem można by przewieść armię wystarczającą do podbicia Iraku!
- Ty to masz łeb, Reba!

Rebecca wyprostował się na krześle, dumnie wypychając pierś. Może dzięki temu pomysłowi jego
żona w końcu go doceni.

X

- I już, po kłopocie.

Robin spuściła bezgłowe ciało lokaja w sedesie. Odciętą część wywieszono zaś na szpicrucie
Białego Domu, tuż nad flagą USA.
Nagle usłyszała hałas, jakby ktoś wszedł do budynku. Po cichu wymknęli się z łazienki razem z
Jamesem i schowali za kanapą w pokoju Rebecci. Ten właśnie wrócił ze swoim kolegą. Zdawał się nawet nie zauważyć braku Joshuy.

- Rozgość się. Niestety telewizor się popsuł, ale jest jeszcze trochę piwa i pizzy.

Prezydent i agent wyskoczyli z ukrycia. Kobieta spojrzała złowrogo na Kyle'a, a potem na męża.

- Co to ma znaczyć? Co robi tu ten ćpun? Dlaczego uciekłeś?
- Nie mogłem zostawić przyjaciela w potrzebie. I w ogóle co to za palant, fircyk-jebaczek?
- Jestem James i pracuję w CIA. Teraz zostałem mianowany prawą ręką pani prezydent.
- Won z mojej chałupy!

Robin wrzasnęła niczym lew, podniosła telewizor i cisnęła nim w Kyle'a, następnie spoliczkowała
męża.

XI

W piwnicy Białego Domu pracowali już czwartą dobę Robin i James. Na stole operacyjnym leżał na wpół przytomny nagi Kyle. Kończyny miał skrępowane pasami.
Prezydent wbiła dziesięciocentymetrową igłę w pierś mężczyzny, przebijając sutek. Zaśmiała się przy tym szyderczo. Agent patrzył na nią z uśmiechem i podziwem. Wiedział, że będzie ona dobra w torturach, ale nie spodziewał się, że aż tak! Oboje byli ubrani w fartuchy lekarskie, poplamione już jednak krwią.
Papierem ściernym „masowała” Afroamerykaninowi penisa. Nie miał już sił, żeby krzyczeć. Rany James posypywał solą.

- Żołnierze z proszku, co? - rzekła.

Polała wrzątkiem oczy Kyle'a. Teraz już zawył. Był to, niestety, ostatni już krzyk, jaki wydobył.
Do ciemnego pomieszczenia wparował Rebecca. Miał zakłopotaną minę, nosił smoking lokaja.

- Kochanie, mam nadzieję, że się nie obrazisz, ale wyjąłem z twojego wibratora baterie do swojego GameBoya...

Kobieta i mężczyzna w fartuchu spojrzeli na siebie porozumiewawczo. Znów w ich oczach
trzaskały pioruny. Agent ściągnął martwe ciało narkomana ze stołu, następnie podszedł do męża
swojej szefowej. W ręku dzierżył strzykawkę ze środkiem usypiającym.
Odpowiedź z Cytatem
  #1.5
Kontekstowy

Avatar Pani Kontekstowa
 
Avatar
Skąd: HCFOR
Wiek: 28
Postów: 760
Co by było, gdyby w USA prezydentem została kobieta

loading...
 
Odpowiedz

Tagi
będą, była, człowiek, dlaczego, dupa, głowie, jego, jestem, kobieta, które, nich, odbyt, pomysł, prawda, przed, przewieść, przez, razie, serdecznie, siema, stanie, swoim, taki, zamiast, zawsze


Użytkownicy aktualnie czytający ten temat: 1 (0 użytkownik(ów) i 1 gości)
 
Narzędzia wątku Przeszukaj ten temat
Przeszukaj ten temat:

Zaawansowane Wyszukiwanie
Wygląd

Zasady Postowania
Nie możesz zakładać nowych tematów
Nie możesz pisać wiadomości
Nie możesz dodawać załączników
Nie możesz edytować swoich postów

BB Code jest włączony
Emotikonywłączony
[IMG] kod jest włączony
HTML kod jest włączony
Trackbacks are włączony
Pingbacks are włączony
Refbacks are włączony

Skocz do Forum


Bestiarium