Katastrofy, egzekucje, mutacje, śmiertelne wypadki, perwersje - forum bez tabu - HcFor
Zarejestruj się FAQ Lista użytkowników Kalendarz Szukaj Dzisiejsze posty Zaznacz Wszystkie Fora jako Przeczytane
Witamy na HCFOR.pl - Forum bez tabu!!!
Zapraszamy do rejestracji, która umożliwi korzystanie z wszystkich funkcji naszego forum.
Zapomniałem hasła


Bestiarium
Wróć   Katastrofy, egzekucje, mutacje, śmiertelne wypadki, perwersje - forum bez tabu - HcFor > History Corner > Tortury, narzędzia tortur,kary, egzekucje

Odpowiedz
 
LinkBack Narzędzia wątku Przeszukaj ten temat Wygląd
  #31 (permalink)  
stare 06-04-2010, 21:45
Podglądacz
 
Zarejestrowany: Jun 2009
Reputacja: 10
senk666 is on a distinguished road
Postów: 13
senk666 is on a distinguished road
Domyślnie

Cytat:
Napisał maja Zobacz post
Ja pierdzielę , ale ten film jest okrutny i wszyscy patrzą na to , nawet dzieci i się cieszą .
Nie wiem za co go to spotkało ,ale nawet jak za najgorsze zbrodnie , to nie chciałabym tego oglądać na żywo , a już na bank nie bawiłoby mnie to .
O ja... po pierwszych 30 sekundach tego filmu widać, że jest to jedynie "dzieło" fabularne. Polecam zapoznanie się z Cannibal Holocaust, ten sam kaliber, jedynie produkcja inna. Co do palowania, to jest dopiero śmierć! Interesuje mnie ten temat nieco y czytam wszystkie na ten temat publikacje, które wpadną mi w ręce. Z mniej historycznych rzeczy jest to ostatnio Vlad Palownik, podobno prawdziwa historia Draculi, dość znanego ze swych upodobań do nabijania na pal właśnie. jest tam opisane samo nabijanie, jest to trudna sztuka (jeżeli celem nie jest sama śmierć skazańca, a maksymalne wydłużenie cierpienia), nie wielu udawało się osiągnąć efekty wielodniowej tortury. Takie rzeczy jak omijanie narządów wewnętrznych, zapobieganie zbytniemu zsuwaniu się skazańca to tylko część przeszkód na drodze do idealnego nabicia.
Odpowiedź z Cytatem
  #1.5
Kontekstowy

Avatar Pani Kontekstowa
 
Avatar
Skąd: HCFOR
Wiek: 28
Postów: 760

loading...
 
  #32 (permalink)  
stare 06-04-2010, 23:26
CTX0
Guest
 
Postów: n/a
Domyślnie

Troche suchych słów potwierdzających wcześniejsze wypowiedzi:


Cytat:
Narzędziem kary był przygotowany wcześniej pal – zaostrzony z jednej strony drewniany słup. Nogi leżącego na ziemi skazańca kat wiązał sznurami lub powrozami do pary koni lub wołów, a pal kładł między nogami skazanego. Gdy zwierzęta ruszały naprzód, ciągnęły za sobą skazańca. Pal wbijał się w odbyt człowieka i pogrążał się dalej, ale nie dopuszczano do tego, by przebił go całkowicie. Następnie kat odwiązywał zwierzęta, a słup z nabitym człowiekiem stawiano pionowo. Pod wpływem ciężaru ciała pal pogrążał się coraz głębiej, przebijając powoli wnętrzności. Skazaniec konał przez długi czas, zależnie od wytrzymałości organizmu i stopnia uszkodzenia organów wewnętrznych; trwać to mogło nawet 3 dni. Krzywo wbity pal znacznie przedłużał cierpienia skazańca. Czasami, dla zaostrzenia kary, skazańca po nabiciu na pal smarowano łatwopalną substancją i podpalano.
Kod:
http://pl.wikipedia.org/wiki/Nabicie_na_pal
Odpowiedź z Cytatem
  #33 (permalink)  
stare 07-04-2010, 13:18
Banned
 
Zarejestrowany: Jun 2009
Reputacja: 1057
veroamore has much to be proud ofveroamore has much to be proud ofveroamore has much to be proud ofveroamore has much to be proud ofveroamore has much to be proud ofveroamore has much to be proud ofveroamore has much to be proud ofveroamore has much to be proud of
Postów: 294
veroamore has much to be proud ofveroamore has much to be proud ofveroamore has much to be proud ofveroamore has much to be proud ofveroamore has much to be proud ofveroamore has much to be proud ofveroamore has much to be proud ofveroamore has much to be proud of
Domyślnie

Cytat:
Napisał borys_bo Zobacz post
Z tego co czytałem to wykwalifikowany kat potrafił nabić tak ofiarę na pal że po nawleczeniu żyła jeszcze około 24 do 30 godzin
Ważne było,by katowanemu ten pal przechodził tak,aby nie skonał za szybko-więc nie w kierunku czaszki,ale bardziej do przodu..Tepes Palownik przy masowym "palowaniu"..miał rozstawiony stół i jadł obiad..
Odpowiedź z Cytatem
  #34 (permalink)  
stare 07-04-2010, 19:19
Czytelnik powracający
 
Zarejestrowany: Mar 2009
Skąd: Jelenia góra
Reputacja: 65
Kaktusica will become famous soon enough
Postów: 103
Kaktusica will become famous soon enough
Domyślnie

Ciśnie się na usta jedno- ludzie ludziom zgotowali ten los. uff podziwiam wyrafinowanie i okrucieństwo tej kary. myślę,że jest to kara na którą nie zasługiwał nikt.
__________________
no risk, no fun!
Odpowiedź z Cytatem
  #35 (permalink)  
stare 02-06-2010, 18:37
Avatar kaczor91
Podglądacz
 
Zarejestrowany: Oct 2008
Reputacja: 89
kaczor91 will become famous soon enough
Postów: 17
kaczor91 will become famous soon enough
Domyślnie

W przypadku nabicia na pal nieszczęśnik mógł czekać na śmierć nie ruszając się co w skrajnych przypadkach mogło trwać nawet kilka dni lub po prostu zaczynał się ruszać co przyśpieszało "nadejście" śmierci.
Odpowiedź z Cytatem
  #36 (permalink)  
stare 06-05-2011, 07:21
Avatar maja
Zniewolona...
 
Zarejestrowany: Nov 2008
Skąd: Narnia
Reputacja: 37211
maja has a reputation beyond reputemaja has a reputation beyond reputemaja has a reputation beyond reputemaja has a reputation beyond reputemaja has a reputation beyond reputemaja has a reputation beyond reputemaja has a reputation beyond reputemaja has a reputation beyond reputemaja has a reputation beyond reputemaja has a reputation beyond reputemaja has a reputation beyond repute
Postów: 10,910
maja has a reputation beyond reputemaja has a reputation beyond reputemaja has a reputation beyond reputemaja has a reputation beyond reputemaja has a reputation beyond reputemaja has a reputation beyond reputemaja has a reputation beyond reputemaja has a reputation beyond reputemaja has a reputation beyond reputemaja has a reputation beyond reputemaja has a reputation beyond repute
Domyślnie

Fragment "Opisu obyczajów za panowania Augusta III" autorstwa historyka,pamiętnikarza Jędrzeja Kitowicza żyjącego w latach 1727 – 1804.




"Komendanci polscy, wielu dostali żywcem hajdamaków, żadnego nie pardonowali, lecz

zaraz na placu albo wieszali na gałęziach, albo jeżeli mieli czas, żywcem na pal wbijali;

która egzekucja takim szła sposobem: obnażonego hajdamakę położyli na ziemi na

brzuch; mistrz albo który chłop sprawny do egzekucji użyty naciął mu toporkiem kupra,

zacierany pal ostro z jednego końca wepchnął w tę jamę, którą gnój wychodzi z

człowieka, założył do nóg parę wołów w jarzmie i tak z wolna wciągał hajdamakę na pal

rychtując go, aby szedł prosto. Zasadziwszy hajdamaka na pal, a czasem i dwóch na

jeden, kiedy było wiele osób do egzekucji, a mało palów, podnosili pal do góry i wkopywali

w ziemię. Jeżeli pal wyszedł prosto głową lub karkiem, hajdamak prędko skonał; lecz

jeżeli wyszedł ramieniem albo bokiem, żył na palu do dnia trzeciego, czasem wołał

horyłki, to jest gorzałki, i pił podaną sobie. To tak okrutne morderstwo bynajmniej

hajdamaków nie uśmierzało; mieli sobie za jakiś heroizm skonać na palu. Kiedy się w

kompanii przy gorzałce jeden z drugim kamracił, życzył mu: "Szczo by ty ze mnoju na

jednym palu strytył", to jest: "Bogdajbyś ze mną na jednym palu sterczał." Bywali drudzy

tak zatwardziałego serca, że miasto jęczenia w bólu wołali na dyrygującego zaciąganiem

na pal: "Krywo idet, punc mistru", jakby bólu żadnego nie czuł albo jakby go tylko kto w

ciasny bot obuwał. Dla tak okrutnej śmierci, acz niby lekceważonej, hajdamacy wszędzie

się do upadłej bronili. Na pięćdziesiąt hajdamaków trzeba było naszych dwieście, trzysta

i więcej, aby ich zwyciężyli; równej lub mało większej liczbie nigdy się pobić nie dali. To

już wszystko, co mogłem w pamięci utrzymać, com widział i com słyszał pewnego o

wojsku autoramentu polskiego i regularnym nieprzyjacielu Ukrainy, hajdamakach."



Ostatnim skazanym na śmierć w taki sposób był szef sztabu Armii Węgierskiej Ferenc Szombathelyi za ludobójstwo w Nowym Sadzie.
Egzekucji dokonano w północnej Serbii 4 listopada 1946r.Sąd w Budapeszcie za zbrodnie wojenne skazał go na 10 lat więzienia,drugi proces odbył się w Nowym Sadzie i był prawdopodobnie zemstą.
__________________

- Równyś duchowi, coś go pojąć zdolny, nie mnie!
- Więc kimże w końcu jesteś?
- Jam częścią tej siły, która wiecznie zła pragnąc, wciąż czyni dobro.

---------------------
Argumentów nie należy liczyć, lecz ważyć.
Zanim zaczniesz pisać ,przeczytaj:
Regulamin
Poradnik,jak dodać zdjęcia/filmy/linki
Kosz-To ,czego widzieć nie chcemy
Ważne!
Ta lektura ,pomoże Tobie uniknąć przykrych niespodzianek-Warto się z nią zapoznać.


Klip reklamowy HCfor.pl
HCfor.pl na Facebook
Odpowiedź z Cytatem
  #37 (permalink)  
stare 20-05-2011, 14:54
Podglądacz
 
Zarejestrowany: May 2011
Reputacja: 10
catcat is on a distinguished road
Postów: 1
catcat is on a distinguished road
Domyślnie

straszny opis palowania z książki: Andrić Ivo - Most na Drinie


Z głównego meczetu w mieście odezwał się ostry, donośny
głos muezina. Niepokój ogarnął zebranych, a wkrótce potem
otworzyły się wrota. Dziesięciu sejmenów ustawiło się po pięciu
w dwóch szeregach. Pośród nich ukazał się Radisaw, bosy
i z gołą głową; żwawy i pochylonyjak zawsze, ale juz nie "sieje"
po swojemu, lecz drobno i jakoś dziwnie idzie, skacząc niemal
na pokaleczonych nogach z krwawymi ranami miast paznokci;
na ramieniu dźwiga długi, biały, zaostrzony pal. Za nim postępuje Merdżan z dwoma Cyganami, którzy będą mu pomagać
przy wykonaniu wyroku. Nagle nadjechał skądś Plewljak na
swym kasztanku i ruszył na czele tego pochodu, mającego
przejść zaledwie sto kroków do pierwszych rusztowań.
Ludzie wyciągali szyje i wspinali się na palce, żeby zobaczyć człowieka, któremu udało się uknuć spisek, stawić opór
i burzyć most. Wszyscy byli zdumieni nędznym i żałosnym
jego wyglądem, gdyż wyobrażali go sobie zgoła inaczej. Oczy-
wista nikomu nie przychodziło do głowy, dlaczego Radisaw
tak śmiesznie podskakuje i kuśtyka z nogi na nogę, ani też nikt
dobrze nie widział owych oparzelin, co niby szerokie pasy otaczały
jego piersi, bo włożono mu parciankę i gunię. Dlatego wszystkim
wydawał się zbyt lichy i niepozorny jak na czyn, za który wiodą go
na stracenie. Tylko długi biały pal sprawiał wrażenie jakiegoś
groźnego majestatu i przyciągał spojrzenia wszystkich.
Gdy przybyli do miejsca, gdzie zaczynały się roboty ziemne na
brzegu, Plewljak zsiadł z konia i jakimś uroczystym, nienaturalnym gestem oddał uzdę pachołkowi, a sam wraz z innymi zniknął
na spadzistej, błotnistej drodze wiodącej ku wodzie. Wkrótce
zobaczono ich, posuwających się wolno i ostrożnie w tym samym
porządku na rusztowaniu. Na wąskich kładkach z belek i desek
sejmeni otaczali ciasnym kołem Radisawa, żeby nie rzucił się do
rzeki. Przesuwali się powoli, wspinając się, aż doszli do końca.
Nad wodą zbudowano pomost wielkości średniej izby. Tutaj jak
na scenie znajdował się Radisaw, Plewljak i trzech Cyganów,
pozostali sejmeni rozstawieni byli dokoła rusztowania.
Ludzie na równinie poruszają się i przenoszą z miejsca na
miejsce. Sto kroków dzieli ich od owych desek, tak że widać
każdego i każdy ruch, ale nie można dosłyszeć słów ani pojąć
szczegółów. Mieszkańców kasaby i robotników na lewym brzegu
dzieli większa odległość od widowiska, nie dziw więc, że wiercą
się i wysilają, by jak najlepiej słyszeć i widzieć. Ale nic nie słychać,
a widok z początku zdaje się być zbyt jednostajny i nieciekawy,
w końcu zaś stał się tak straszny, że wszyscy odwracali głowy
i wielu spiesznie odchodziło do domów, żałując, że przyszli.
Kiedy kazali Radisawowi położyć się, ociągał się przez
chwilę, a potem nie patrząc na Cyganów ani na sejmenów, jakby
ich nie było, przysunął się do Plewljaka, niemal poufale jak do
kogoś swojego, i szepnął mu głucho:
- Słuchaj, zaklinam cię na ten i tamten świat, zrób dobry
uczynek i zabij mnie, żebym się nie męczył jak pies.
Plewljak uskoczył i wrzasnął nań, jakby odżegnując się od
tego zbytnio poufałego tonu:
- Marsz, Wlahu! Czyżbyś ty, taki chwat do burzenia
sułtańskiego mienia, teraz żebrał jak baba?! Rozkaz zostanie
wykonany co do joty, i to tak, jak na to zasłużyłeś!
Radisaw jeszcze niżej zwiesił głowę, a Cygan zbliżywszy
się, począł ściągać z niego gunię i koszulę. Na piersiach uka-
zały się spękane i zaczerwienione rany. Chłop bez słowa poło-
żył się tak, jak mu kazano, zwrócony twarzą do ziemi. Cyganie
najpierw skrępowali mu ręce na plecach, a potem do obu nóg
wokół kostek przywiązali sznury. Wyprężyli liny i szeroko
rozkraczyli mu nogi. Merdżan tymczasem położył pal na
dwóch okrąglakach, tak że wierzchołek znalazł się między
nogami skazańca. Potem wyjął zza pasa kozik, przyklęknął
i nachylił się nad nieszczęśnikiem, żeby rozciąć spodnie w kro-
czu i rozszerzyć otwór, przez który pal zagłębi się w ciało. Ta
najokropniejsza część katowskiej roboty była, na szczęście,
niedostępna oczom widzów. Widać było tylko, jak skrępowa-
ne ciało zadrżało pod wpływem krótkiego, niedostrzegalnego
cięcia, jak się uniosło do pasa, jakby chciało wstać, ale zaraz
opadło z głuchym uderzeniem na deski. Cygan zerwał się,
uniósł z ziemi młot i zaczął mm uderzać w dolną, tępo zakończoną część powoli, miarowo. Pomiędzy uderzeniami czynił
przerwy i przyglądał się ciału, które nawlekał na pal, a potem
Cyganom, napominając, żeby ciągnęli powoli i równo. Ciało
rozkraczonego chłopa kurczyło się, za każdym uderzeniem
młota kręgosłup skręcał się i garbił, ale sznury go prostowały
i przyciskały. Oba brzegi zaległa cisza tak wielka, że wyraźnie
słychać było każde uderzenie i echo odbijające się od ściany
gór. Najbliżej stojący mogli słyszeć, jak człowiek uderza czo-
łem o deski, a jednocześnie jakiś inny, niezwykły dźwięk; nie
był to ni jęk, ni krzyk, ni charkot, ni żaden ludzki głos, lecz
całe rozpięte, umęczone ciało wydawało jakiś zgrzyt i łoskot
jak płot trzeszczący albo łamiące się drzewo. Po każdym drugim uderzeniu Cygan podchodził doń, nachylał się, sprawdzał, czy pal posuwa się we właściwym kierunku, a upewniwszy się, że nie uszkodził ani jednego ważniejszego wewnętrznego organu, wracał do przerwanego zajęcia.
To wszystko było słabo słychać, a jeszcze mniej widać
z brzegu, ale ludziom nogi drżały, twarze bladły i drętwiały
palce u rąk.
W pewnej chwili ustał stukot młota. Merdżan spostrzegł, jak
u góry prawej łopatki mięśnie się prężą i skóra podnosi. Spiesznie
podszedł i przeciął na krzyż nabrzmiałe miejsce. Poczęła płynąć
jasnoczerwona krew, najpierw skąpo, potem coraz obficiej.
Jeszcze dwa albo trzy uderzenia, lekkie i ostrożne, a w przecięciu
zaczął pokazywać się okuty wierzchołek. Jeszcze kilka uderzeń
i pal sięgnął wysokości prawego ucha. Człowiek był wbity na pal
jakjagnię na rożen, tylko że koniec nie wychodził ustami, lecz
przez plecy, i nie uszkodził wątroby, serca ani płuc. Teraz
Merdżan odrzucił młot i podszedł do skazańca, omijając kałuże
krwi, tworzące się tam, gdzie pal wszedł i wyszedł. Przyglądał się
zmartwiałemu ciału. Dwóch Cyganów odwróciło zesztywniałe
ciało na wznak; zaczęli przywiązywać mu nogi do pala. Merdżan
tymczasem badał, czy człowiek żyje, uważnie wpatrując się
w twarz, która nagle nabrzmiała, rozszerzyła się i powiększyła.
Oczy były szeroko rozwarte i rozbiegane, ale powieki nieruchome, usta rozdziawione i obie wargi zastygły w skurczu; bieliły się
zaciśnięte zęby. Niektórymi mięśniami człowiek już nie władał,
toteż twarz wyglądała jak maska. Ale serce biło głucho i płuca
pracowały urywanym, przyspieszonym oddechem. Obaj Cyganie
poczęli go podnosić jak pieczyste nadziane na rożen. Merdżan
krzyczał, żeby uważali i nie potrząsali ciałem; sam też pomagał.
Umocowali dolny, grubszy koniec pala między dwoma belkami
i przybili wielkimi bretnalami, potem podparli z tyłu na tej samej
wysokości krótkim drągiem, który także przykuli do pala i do
rusztowania.
Uporawszy się z tym, Cyganie odeszli i przyłączyli się do
sejmenów, a na pustym pomoście został tylko, wzniesiony do
góry o całe dwa arszyny, prosty, wypięty, obnażony do pasa
człowiek na palu. Z dala jedynie można było domyślać się, że
przeszywa go pal, do którego przywiązano go za nogi wokół
kostek, podczas gdy ręce skrępowane były na plecach. Stąd
wyglądał jak posąg zawisły wysoko w powietrzu na skraju
rusztowań nad rzeką.
Na obu brzegach zaszemrało i zakotłowało pospólstwo. Jedni
spuścili oczy, inni ruszyli czym prędzej do domów, nie oglądając
się za siebie. Większość niemo wpatrywała się w ludzką postać
wychyloną w dal, nienaturalnie sztywną i prostą. Strach jeżył im
włosy i podcinał nogi, ale nie mogli poruszyć się ani oderwać oczu
od tego widoku. Pośród przerażonych ludzi snuła się głupia
Ilinka, zaglądała każdemu w oczy, starając się uchwycić wzrok
i wyczytać z niego, gdzie są pogrzebane jej dzieci.
Wtedy Plewljak, Merdżan i dwóch sejmenów podeszło do
skazańca i zaczęli przyglądać mu się z bliska. Po palu ściekała
cienka strużka krwi. Człowiek żył jednak i był przytomny.
Napinał i wciągał brzuch, żyły na szyi mu pulsowały, toczył
oczami wolno, ale nieustannie. Przez zaciśnięte zęby wycho-
dził przeciągły zgrzyt, w którym z trudem można było roze-
znać poszczególne słowa:
- Turcy, Turcy... - jęczał człowiek na palu. - Turcy na
moście... obyście skapieli jak psy... jak psy pozdychali!...
Cyganie pozbierali narzędzia i wraz z Plewljakiem i sejmenami ruszyli po rusztowaniach na brzeg. Ciżba rozstąpiła się
przed nimi i poczęła się rozchodzić. Tylko chłopcy na stertach
kamieni i nagich drzewach spodziewali się jeszcze czegoś i nie
mając poczucia kresu, czekali, co się stanie z dziwnym, jakby
zastygłym człowiekiem zawieszonym nad wodą.
Plewljak zbliżył się do Abidagi i oznajmił, że wszystko
dokładnie i należycie zostało wykonane, że skazaniec żyje i zda-
je się żyć będzie, gdyż wnętrzności ma nieuszkodzone. Abidaga
nie raczył odpowiedzieć nawet spojrzeniem, lecz machnął ręką
na znak, żeby mu przyprowadzili konia, jął się żegnać z Tosun
efendim i majstrem Antonije. Zaczęto się rozchodzić. Słychać
było, jak herold obwieszcza w czarszii o wykonaniu wyroku
i zapowiada taką samą, a nawet gorszą karę każdemu, kto waży
się na coś podobnego.
Plewljak stał niepewnie na opustoszałej z nagła równinie.
Pachołek trzymał konia, a sejmeni czekali na rozkazy. Czuł, że
należy coś powiedzieć, ale nie mógł słowa wykrztusić pod
wpływem narastającego dopiero teraz silnego wzruszenia, rozpierającego go, jakby miał ulecieć. Dopiero teraz uświadomił
sobie wszystko, czego nie mógł przemyśleć przedtem, zajęty
przygotowaniami do egzekucji. Dopiero teraz przypomniał
sobie groźby Abidagi, że go żywcem wbije na pal, jeśli nie zdoła
schwytać przestępcy. O mały włos uniknął tej okropności,
w ostatniej chwili. Tamten na rusztowaniu pracował usilnie,
nocą, podstępnie na jego zgubę. Ale oto stało się inaczej. Samo
spojrzenie na tego człowieka, który jeszcze dyszał nawleczony
na pal i wyniesiony nad rzeką, przejmowało go grozą i jakąś
bolesną radością, że to nie jego spotkał ten los i że jego ciało jest
nietknięte, wolne i prężne. Na myśl o tym okropne ogniste
ciarki poczęły przechodzić go od piersi do stóp i rąk, sprawiając,
że kręcił się, chichotał i gadał, by upewnić się, że jest zdrów, że
może swobodnie poruszać się, mówić i śmiać się rozgłośnie,
śpiewać, jeśli mu przyjdzie ochota, a nie miotać z pala bezsilne
przekleństwa, w oczekiwaniu śmierci, jak jedynego szczęścia,
którego może jeszcze dostąpić. Ręce same się ruszają, nogi
same podrygują, usta otwierają się, wykrzywione konwulsyjnym
śmiechem, same płyną potoki słów:
Cha, cha, cha! Radisawie, górska wiło, cóżeś taki sztywny?
Czemuż nie zrywasz mostu? Czemu zgrzytasz zębami i jęczysz? Zaśpiewaj, wiło! Nuże, w tany, wiło!
Zdumieni i zmieszani sejmeni patrzyli, jak ich dowódca pląsa
z rozłożonymi rękami, podśpiewując i łkając, zanosi się śmiechem, zachłystuje dziwnymi słowami, tocząc z ust coraz obficiej
białą pianę. A jego kasztanek płochliwie patrzył nań z ukosa.
IV
Wszyscy, którzy z jednego lub z drugiego brzegu
przyglądali się straceniu, roznieśli straszliwe wieści po mieście
i okolicy. Nieopisany strach ogarnął mieszczan i robotników.
Z wolna i stopniowo przenikało do świadomości łudzi to, co się
zdarzyło w ich bliskości w ciągu krótkiego dnia listopadowego.
Wszystkie rozmowy toczyły się wokół człowieka, który tam
ponad rusztowaniami żył jeszcze na palu. Każdy zarzekał się
w duchu, iż nie będzie o nim mówił; ale cóż robić, skoro myśl
uparcie wraca do niego i oczy biegną w tamtą stronę?
Chłopi z Banji, wiozący kamienie na wozach zaprzężonych
w woły, spuszczali oczy i łagodnie przynaglali zwierzęta do
pośpiechu. Pracujący u brzegu i na rusztowaniach robotnicy
nawoływali się przytłumionymi głosami i tylko w razie potrzeby.
Nawet dozorcy z leszczynowymi prętami w rękach byli spokojniejsi i wyrozumialsi. Dalmatyńscy kamieniarze bladzi, z zaciśniętymi szczękami odwracali się tyłem do mostu i tak zapamiętale uderzali dłutami, że w powszechnej ciszy stukot ten
przypominał kucie chmary dzięciołów.
Wkrótce zapadł zmrok i robotnicy pośpieszyli na nocleg,
byle dalej od rusztowań. Zanim zupełnie się ściemniło, Mer-
dżan wraz z zaufanym pachołkiem Abidagi wdrapał się do
Radisawa, gdzie niezawodnie stwierdzili, że skazaniec jeszcze
teraz, po czterech godzinach, żyje i nie stracił przytomności.
W gorączce, wolno, z trudem toczył oczami, a gdy spostrzegł
u swych stóp Cygana, począł głośniej jęczeć. Poprzez jęki,
z którymi dusza go opuszczała, można było rozróżnić tylko
poszczególne słowa:
- Turcy... Turcy... most!
Zadowoleni, wrócili do domu Abidagi na Bikawcu, rozpowiadając po drodze napotkanym przechodniom, że skazaniec jeszcze żyje; ponieważ zgrzyta zębami i mówi wyraźnie
i dobrze, można się spodziewać, ze doczeka nawet jutrzejszego południa. Zadowolony był także Abidaga, kazał więc
wypłacić Merdżanowi przyobiecaną nagrodę.
Tej nocy wszystko, co żyło w kasabie i dokoła mostu,
kładło się w trwodze na spoczynek. Właściwie spali tylko ci,
co mogli, wielu jednak sen opuścił zupełnie.
Nazajutrz zaświtał słoneczny listopadowy dzień. Ani dokoła
budowy, ani w całej kasabie nie było istoty, która by nie spojrzała
na ową misterną koronkę wiązań nad wodą, gdzie na samym
końcu jak na dziobie okrętu prężył się samotny człowiek na palu.
Niejeden, budząc się ze snu, myślał, że wczorajsze zdarzenie na
moście w oczach wszystkich to tylko zmora senna; stał teraz
nieruchomo, wpatrując się w swój męczący sen, który przewleka
się i trwa w biały dzień.
Pośród robotników panuje ta sama wczorajsza cisza, pełna
żalu i bólu; w mieście te same szepty i przerażenie. Merdżan i ów
pachołek Abidagi ponownie wdrapali się na rusztowania, chodzili
wokół pala; mówili coś między sobą, zadzierali głowy i zaglądali
w oczy skazańca; w pewnej chwili Merdżan pociągnął go za
portki. Z zachowania ich, gdy wrócili na brzeg, i z milczenia,
w jakim przeszli pośród zajętych pracą ludzi, wszyscy domyślili
się, że chłop wyzionął ducha. Serbowie odetchnęli z ulgą, jakby
odnieśli niewidoczne zwycięstwo.
Teraz wszyscy śmielej spoglądali w górę na rusztowania
i na skazańca. Wszyscy czuli, że w ich ustawicznych zmaganiach i borykaniu się z Turkami szala przechyliła się na ich
stronę. Śmierć jest największą rękojmią. Zakneblowane dotąd
strachem usta same się otwierały. Brudni, przemoczeni, zarośnięci i wymizerowani ludzie, tocząc na sosnowych bierwionach
olbrzymie bloki bańskich kamieni, przystawali na chwilę,
spluwali w dłonie i szeptem mówili do siebie:
- Niech Bóg mu odpuści i zmiłuje się nad nim!
— Oj, męczennik! Oj, doloż nasza, dolo!
- Czyż nie wiesz, że on się poświęcił? Święty, nieborak!
I każdy spod oka spogląda na nieboszczyka, który trzymał
się prosto, jakby kroczył na czele drużyny. Ze swej wysokości
nie wydawał się już ani straszny, ani żałosny. Raczej teraz
wszyscy pojęli, jak bardzo się oddalił i wywyższył. Nie stoi na
ziemi, nie trzyma się rękami, nie płynie, nie leci; on ma własny
ciężar w samym sobie, wyzwolony z ziemskich pęt i brzemienia
nie męczy się; nikt mu nic nie może zrobić, ni strzelba, ni
szabla, ni zła myśl, ni sąd turecki jego się nie ima. Obnażona do
pasa, ze związanymi rękami i nogami, sztywna, z odrzuconą
głową postać ta przypomina nie tyle ciało ludzkie, które rozwija
się i rozpada, ile wysoko wzniesiony, twardy i nieprzemijający
posąg, co stać tu będzie po wieczne czasy.
Wyrobnicy odwracali się i żegnali ukradkiem.
Na Mejdanie kobiety biegły przez podwórza do siebie na
krótką pogawędkę i użalenie i co tchu wracały z powrotem, żeby
dopilnować obiadu. Któraś zapaliła wieczną lampkę. Wkrótce
po wszystkich domach płonęły wtulone w kąciki izb lampki
oliwne. Dzieci mrużąc oczy, w uroczystym nastroju wpatrywały
się w ten blask i słuchając niezrozumiałych, urywanych zdań
starszych ("Broń, Panie Boże, i zachowaj!", "Ach, męczennik,
już jest u Boga, jakby największą cerkiew zbudował!", "Pomóż
nam, Jedyny Boże, zniszcz wroga i nie daj mu długiego panowania!"), niestrudzenie zasypywały ich pytaniami, co to jest
męczennik, kto cerkiew buduje i gdzie. Osobliwie ciekawi byli
chłopcy. A matki ich mitygowały:
- Cicho bądź, serduszko! Cicho! Słuchaj mamy i póki
życia strzeż się Turczyna, przeklętnika!
Zanim po raz drugi zapadł zmrok, Abidaga jeszcze raz
obszedł budowę i zadowolony z działania straszliwego przy-
kładu, kazał zdjąć trupa.
- Ścierwo rzucić psom!
Odpowiedź z Cytatem
  #38 (permalink)  
stare 28-05-2011, 23:51
Banned
 
Zarejestrowany: Jun 2009
Reputacja: 1057
veroamore has much to be proud ofveroamore has much to be proud ofveroamore has much to be proud ofveroamore has much to be proud ofveroamore has much to be proud ofveroamore has much to be proud ofveroamore has much to be proud ofveroamore has much to be proud of
Postów: 294
veroamore has much to be proud ofveroamore has much to be proud ofveroamore has much to be proud ofveroamore has much to be proud ofveroamore has much to be proud ofveroamore has much to be proud ofveroamore has much to be proud ofveroamore has much to be proud of
Domyślnie

Cytat:
Napisał maja Zobacz post
Ja pierdzielę , ale ten film jest okrutny i wszyscy patrzą na to , nawet dzieci i się cieszą .
Nie wiem za co go to spotkało ,ale nawet jak za najgorsze zbrodnie , to nie chciałabym tego oglądać na żywo , a już na bank nie bawiłoby mnie to .
Tamte ludy mają inny stosunek do okrucieństwa i śmierci,niż my..Dla mnie ten film jest reżyserowany;poza tym..nie zdarzyło mi się widzieć niczego gorszego od zarzynania młodych rosyjskich żołnierzy przez Czeczeńców i zabijania biznesmena w lesie przez chłopaczków,nagrywających to komórką..
Odpowiedź z Cytatem
  #39 (permalink)  
stare 03-06-2011, 18:08
Czytelnik
 
Zarejestrowany: May 2010
Reputacja: 20
V_Black is on a distinguished road
Postów: 39
V_Black is on a distinguished road
Domyślnie

Znacie tytuły jakis produkcji filmowych gdzie pokazano wbijanie na pal (ewentualnie wbite na pal ciała?)

Z mojej strony sa to

-Zulus Czaka-serial bodajże z 86r,są tam chyba ze dwie sceny wbijania całkiem niezle pokazane

-Oczywiście Azja na pal wbijany,oraz poseł na palu w scenie z Ogniem i Mieczem

-Dracula 3 (same ciała na palach)
Odpowiedź z Cytatem
  #40 (permalink)  
stare 04-06-2011, 08:04
CTX0
Guest
 
Postów: n/a
Domyślnie

Co prawda to nie film, ale w książce "Achaja" A.Ziemiańskiego masz opis śmierci na palu.
Odpowiedź z Cytatem
Odpowiedz

Tagi
była, ciała, człowieka, dalej, egzekucji, ich, jedna, kary, kobiety, między, nawet, nogi, odbyt, państwu, przez, stop, strony, słup, tego, temu, wbity, wieku, wschodzie, zwierzęta, śmierci


Użytkownicy aktualnie czytający ten temat: 1 (0 użytkownik(ów) i 1 gości)
 
Narzędzia wątku Przeszukaj ten temat
Przeszukaj ten temat:

Zaawansowane Wyszukiwanie
Wygląd

Zasady Postowania
Nie możesz zakładać nowych tematów
Nie możesz pisać wiadomości
Nie możesz dodawać załączników
Nie możesz edytować swoich postów

BB Code jest włączony
Emotikonywłączony
[IMG] kod jest włączony
HTML kod jest włączony
Trackbacks are włączony
Pingbacks are włączony
Refbacks are włączony

Skocz do Forum


Bestiarium